Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2009

Powakacyjna reaktywacja

Sierpień się skończył, tak jakoś z 20 minut temu, skończył się okres odpoczywania i/lub wstawania przed 6 rano, ergo jakoś tak człowiek nabiera większej ochoty do poblogowania. (Nabiera też sił i czasu, ale to tak na marginesie marginesu).
Zwłaszcza, że również w naszych pięknych, nadodrzańsko-nadwiślańskich klimatach sezon ogórkowy dobiegł końca, posłowie niestety jak zawsze z wakacji wrócili (ale już ponoć w TV telenoweli więcej nie uświadczymy), polityka historyczna wciąż pobrzmiewa, prawica wciąż zagryza prawicę i próbuje zagryzać lewicę, lewica wciąż próbuje się reaktywować, centrum jak zwykle nie ma i jakoś tak ogólnie niewiele się zmieniło, stąd można na powrót zainaugurować sezon komentatorski na tym oto spłachetku Internetu.
Na ile regularnie i na ile ciekawie to już zależy głównie od ilości czasu i niezbyt wysokiego poziomu krwi w kofeinie, ale się postaram, żeby ciekawiej było niż przed wakacyjną przerwą.

piątek, 27 lutego 2009

Przygonił kocioł garnkowi - czyli Santo Subito o bankach

Chciwość ludzka jest bałwochwalstwem, które sprzeciwia się prawdziwemu Bogu i jest zafałszowaniem oblicza Boga innym bogiem - mamoną - powiedział Benedykt XVI. - Musimy to odważnie obnażać - podkreślił.
Gość wie co mówi - w końcu może być pewien, że jego firma Vatican Ltd. mając za sobą około 2000 lat doświadczeń w indoktrynowaniu, manipulowaniu i wysysaniu z ludzi kasy każdą możliwą metodą, a także znakomite doświadczenie w bałwochwalstwie, zakłamywaniu Biblii i robieniu z JHWH roztrojonego osobnika z zaawansowaną schizofrenią zna się na rzeczy. A i pewnie tak łatwo kryzysowi się nie da i nie upadnie.
Może dlatego, że ich chciwość i kult mamony są nastawione tylko i wyłącznie na ciągnięcie kasy, bo banki jakby nie było muszą nią jeszcze obracać i nie mają za sobą straszaka w postaci 1000 lat smażenia się w smole za niestosowanie się do ich nakazów, no i nie są reprezentantami Niewidzialnego Przyjaciela na Ziemi.

Zauważył, że Kościół pokazuje drogi prowadzące do sprawiedliwości, miłości i nawrócenia serca. Ale - ocenił - nie jest to łatwe, bo spotyka się ze sprzeciwem "grup interesu".
Grupy interesu jako żywo przypominają mi układ, choć mam wrażenie, że ich przedstawiciele są bardziej realni, a poznawszy ciemniejsze strony tchnącego miłością Kościoła najprawdopodobniej drogę do miłości, sprawiedliwości i nawrócenia serca w wydaniu KRK traktują gorzej niż epidemię dymieniczej dżumy. Bo ja na pewno tak ją traktuję.

czwartek, 12 lutego 2009

Drobne zmiany plus słów kilka

Także w pierwszej kolejności: po bojach i zabawach z kodem, feedburnerem i ustawieniami blogfroga działają już wszystkie wkładki umożliwiające oddanie głosu na notkę. Cieszycie się? Bo ja tak. To teraz już możecie oceniać poszczególne notki.
Do tego jak można zauważyć parę dodatkowych widżetów i wzbogacona lista linków oraz czytanych blogów.

I obiecane słów kilka:

Polak potrafi, to powiedzonko znamy chyba wszyscy. Jak się okazuje potrafi nawet podwędzić 3 makiety czołgów z poligonu. Policji udało się je odnaleźć w trakcie próby wsadzenia ich na złomowisko. Pozostaje tylko cieszyć się, że to makiety, a nie w pełni sprawne maszyny bojowe, bo cholera wie do czego zdolna może być osoba kradnąca czołgi.

Media żyją również ostatnimi perypetiami byłego posła PO Jana Rokity i jego małżonki, posłanki PiS, Nelly jakich mieli okazję doznać ze strony niemieckiej obsługi samolotu oraz policji. Nelly zapowiada pozew, z mediów tylko "Dziennik" postanowił się posolidaryzować z poselskim małżeństwem i poparł stwierdzenie, że ktoś powinien interweniować. Również Jarosław Kaczyński uważa, że ktoś powinien - tym ktosiem jego zdaniem są służby dyplomatyczne.

Ciemne chmury powoli oddalają się też od ministra Czumy, który na dywaniku u premiera wylądował, ale dymisji uniknął. Przyznał się także, że długi i owszem miewał, jednak je spłacił i co pewnie wiecie chce pozwać "Politykę" do sądu. Kryzys kryzysem, ale wygląda na to, że prawnikom roboty nie zabraknie. Dane firmy, która prześwietlała finanse ministra mają zostać wg zapowiedzi ujawnione, co być może wyjaśni w końcu tą sprawę jednoznacznie.

W pierwszej blogowej notce pisałem o pewnych nadziejach związanych z zawieszeniem subwencji dla partii politycznych. Niestety nadzieje okazują się płonne i niknie szansa nawet na częściowe zawieszenie subwencji - PO przynajmniej będzie mogło się tłumaczyć tym, że chcieli, ale im nie pozwolono. I chociaż krok ten tchnął czystym PRem to jednak rodził pewną szansę na to, że coś się w kwestii finansowania zmieni - tej szansy nie widzą ani PiS, ani PSL, ani właściwie również SLD. W oczach i ustach Jacka Kurskiego jest to wręcz niszczenie demokracji i sytuacja grożąca niezwykłą korupcjogennością - aż strach się bać... Szkoda, że jeśli dojdzie do rezygnacji nawet z rozmów o tym, to polska scena polityczna będzie wciąż twardnieć i utrzymywać bieżące partie, które sobie o nas przypominają przy wyborach, zamiast starać się o nasze poparcie, również finansowe, przez cały czas.
W każdym razie więcej podyskutować o tym można na Debacie, w notce Finansować czy nie?

poniedziałek, 2 lutego 2009

Abunai! Zaczynamy?

Czyli jednak zaczynamy. W końcu zmusiłem się do tego, żeby coś ruszyć w kierunku wyzewnętrzniania mojego własnego, niepowtarzalnego i zrytego "ja".
Na ile ten blog utrzyma się w formie luźnej publicystyki komentującej co ciekawsze wydarzenia z najjaśniejszej i świata poza wzmiankowaną to zobaczymy. Na ile utrzyma się w ogóle też.

A ponieważ ostatnimi dniami jakoś nic ciekawego się nie dzieje (ot rząd coś tam kombinuje z oszczędzaniem - trzymam kciuki za zawieszenie finansowania partii z budżetu, może by tak jeszcze klerowi uciąć kaskę?), poza zakończonym kongresem PiS-u (który generalnie zbyt ciekawy nie był - te same postulaty co zwykle, tylko w ładniejszym opakowaniu - czyli solidarność, prawda historyczna, walka z układami, państwo narodowe i jakieś tam marudzenie o nowoczesności - w nowym, bardzo pijarowskim wydaniu). Tutaj liczę na to, że prezesa kupi jeszcze mniej ludzi niż ostatnio.

Ale właśnie - ponieważ nic się ostatnio nie dzieje to notka inauguracyjna upłynie pod znakiem spekulowania. Dużo ostatnimi czasy mówi się o upadku wartości, o Sodomii i Gomorze i zgniłej laicyzacji, liberalizacji i cholera wie czym jeszcze. Aha - kosmopolityzmie. Też zgniłym.
Obrońcy tychże wartości (narodowych, chrześcijańskich, lub w Polsce katolickich) strasznie narzekają na to jak to upada morale, a ich sacrum i święte oburzenie wyje pod naporem wolności sumienia, wyznania, orientacji i braku ksenofobicznej odmiany patriotyzmu. Ci sami obrońcy bardzo często przy komentarzach o aborcji, in vitro, eutanazji, homoseksualizmie i innych urokach "cywilizacji śmierci" wieszczą, że nadzieja pozostałą już tylko w muzułmanach. Jak długo żyję (w sumie nie AŻ tak długo) to myślałem, że wyznawcy Allaha nie cieszą się specjalną estymą wyznawców Jahwe (w wersji jedno lub trzyosobowej). A tu taka niespodzianka - już chyba ostatnią linią obrony i nadzieją uber patriotów i uber chrześcijan (w domyśle katolików), przed zdrożną ateizacją, samobójczym homoseksualizmem i rozpadem cywilizacji łacińskiej jest Islam.
Tak podejrzewam, że konserwa liczy na to, że nas podbiją demograficznie i naprostują. Wszak tradycyjne wartości rodzinne i wielodzietność to coś, co konserwatyści głośno postulują - ale Europejczycy jak na złość płodzić i mnożyć się na chwałę Pana nie chcą.

Pospekulujmy więc - Europa, rok 2050: rodowici Europejczycy rasy białej są na wyginięciu i wegetują z wskaźnikiem dzietności na poziomie -5. Oficjalną religią jest Islam, państwa narodowe przestały istnieć, mamy do czynienia z kilkoma sułtanatami (ofkors zaczęło się to wszystko od Francji). Strzeliste minarety ozdabiają każde większe miasto Europy. Niegdyś gorliwi patrioci i chrześcijanie z neoficką gorliwością biją pokłony swoim nowym panom i codziennie skłaniają się ku Mecce. Ale jest dobrze - wróciła moralność, wrócił ład i porządek, nie ma już homosiów dyktujących praworządnej większości jakiś dziwnych tez o równouprawnieniu, o związkach o adopcjach. Nie ma już gadek o wolności sumienia i wyznania. Jest jedynie twarde prawo. Religijne prawo. Konserwatyści się cieszą - bo nieważne co by to nie było - ważne, że jest konserwatywnie. A ludzie się modlą i płodzą dużo dzieci. A wszelkie przejawy buntów karane są z miejsca wybatożeniem lub stryczkiem. Prawie jak za starych dobrych czasów - prawie, bo wprawdzie nie ma króla, a sułtan, ale to się nie liczy.
A ja tak sobie stwierdzam, że gdy już cichy sen obrońców moralności się ziści, to wieszający mnie kat ma być w odświętnym turbanie!

A co. ;]

I tym spekulacyjnym akcentem zakończę dzisiejsze wypociny.